SEO i jego znaczenie w analizie inwestycyjnej

Dziś na naszym blogu wpis z trochę innej kategorii. Ponieważ na SEO spojrzeć można z różnych perspektyw, to dziś chciałem przyjąć perspektywę inwestora i zmierzyć się z zadaniem analizy biznesu internetowego pod kątem oceny jego kompetencji w zakresie pozyskiwania ruchu z wyszukiwarki.

Choć to kluczowa dla większości serwisów umiejętność, to stosunkowo rzadko jest przedmiotem badania due diligence. Współpracując od kilku lat z funduszami venture capital widzę, że zwykle takie badanie pokrywa obszary finansowe i prawne, a dość rzadko obejmuje obszar biznesowy. To podejście powoduje, że badanie nie ogranicza ryzyka tak dobrze jak by mogło, a często nie pokazuje też ukrytego potencjału danego biznesu.

Każdy biznes ma wiele wymiarów i w zasadzie zespół inwestycyjny, ile osób by nie liczył, nie jest w stanie zidentyfikować każdego ryzyka. Ten wpis ma więc na celu pomóc funduszom oraz inwestorom branżowym ocenić realne ryzyko związane z pozyskiwaniem ruchu z internetu, ze szczególnym naciskiem na ruch z wyszukiwarki. Będąc częścią ekosystemu startupowego powinniśmy rozwijać wiedzę i dbać o jej przepływ na linii startupy-inwestorzy, bo tylko w pełni świadome inwestycje będą budowały siłę tego rynku.

Kiedy robić due diligence związane z ruchem z wyszukiwarki?

W zasadzie zalecałbym zawsze zwracać uwagę na ten aspekt, ale są pewne przypadki, w których może się to okazać kluczowym elementem. Taka analiza powinna zostać wykonana zwłaszcza w przypadku biznesów typu:

  • biznesy operujące na masowym rynku B2C (zwłaszcza oferujące produkt digitalowy)
  • e-commerce
  • market place
  • biznesy B2B opierające swoją strategię marketingową na content marketingu
  • portale/wertykale z dużą ilością treści

Kilka przykładów

Istotność takiej analizy może pokazać kilka przykładów:

Ceneo.pl

Ceneo to znana wszystkim porównywarka cenowa. Należy do grupy Allegro, a więc biznesu, który w ostatnich latach był przedmiotem kilku transakcji akwizycyjnych. Według SimilarWeb serwis Ceneo.pl generuje obecnie ponad 56 milionów wizyt miesięcznie.

Źródło: https://www.similarweb.com/website/ceneo.pl#overview

Jeśli spojrzymy sobie w strukturę ruchu serwisu to zauważymy, że aż 69% spośród tych 56 milionów generowane jest za pomocą ruchu z wyszukiwarki.

Źródło: https://www.similarweb.com/website/ceneo.pl#overview

Tylko 10% tego ruchu to ruch płatny (generowany za pomocą programu Google Ads).

Źródło: https://www.similarweb.com/website/ceneo.pl#overview

Jeśli dokonamy zatem prostych rachunków (56 milionów wizyt * 0,69 – ruch z wyszukiwarki * 0,89 – ruch bezpłatny/organiczny) to zauważymy, że SEO generuje aż 34 miliony wizyt. Około 20% wizyt organicznych to ruch brandowy (użytkownicy odwiedzają witrynę poprzez wpisywanie do wyszukiwarki takich wyrażeń jak ‘Ceneo’), zatem z naszych 34 milionów zostaje 27 milionów wizyt. Stanowi to aż 48% całego ruchu Ceneo.

Nietrudno sobie wyobrazić co by było, gdyby pewnego dnia Google postanowić usunąć Ceneo z wyników wyszukiwania (łaska Google na pstrym koniu jeździ, o czym jeszcze później). Z punktu widzenia inwestora byłby to ogromny cios.

Znanylekarz.pl

Znanylekarz.pl to serwis, który stał się synonimem polskiego sukcesu branży start-up’owej. To świetnie radzący sobie produkt, operujący na wielu rynkach. Z danych z Crunchbase (https://www.crunchbase.com/organization/docplanner) wynika, że od 2016 spółka pozyskała ponad 100 milionów złotych finansowania.

Te same obliczenia, które wykonaliśmy dla Ceneo, pokażą nam, że serwis Znanylekarz.pl generuje w Polsce prawie 8 milionów wizyt miesięcznie, z czego 71% pochodzi z wyszukiwarki (97% tego ruchu to wyniki organiczne), a około 25% stanowi ruch brandowy. Z wzoru 8*0,71*0,97*0,75 = 4,13 dowiemy się, że 59% całego ruchu serwis opiera na organicznych wynikach wyszukiwania (SEO). Nietrudno sobie wyobrazić, jak ewentualny problem z utrzymaniem tego ruchu wpłynąłby na ewaluację spółki.

Realne zagrożenie, a nie wydumany problem

Analizując to zagadnienie, warto również odnieść się do prawdziwych przykładów z historii, które pokazują, że spadki widoczności w wyszukiwarce w przypadku biznesów opierających się na tym źródle ruchu, realnie wpływają również na późniejszą wycenę.

Nokaut.pl

Najbardziej znanym przykładem nagłego spadku widoczności serwisu jest domena Nokaut.pl, która jeszcze w 2011 r. rywalizowała w Google z innymi porównywarkami, a obecnie nie ma nawet promila ruchu Ceneo.pl, jeśli chodzi o to źródło ruchu. Jest to efekt przyjęcia złej strategii działań SEO, polegającej na masowym pozyskiwaniu linków słabej jakości (z systemów wymiany linków), co jak wiadomo jest niezgodne z zasadami wyszukiwarki Google. Z tego powodu na Nokaut.pl została nałożona kara skutkująca drastycznym obniżeniem pozycji w wynikach wyszukiwania. Nokaut z dnia na dzień stracił 80% swojego ruchu.

Był to również moment, kiedy Nokaut znajdował się przed IPO. Debiut co prawda się odbył, ale kurs zanotował ogromny spadek.

Źródło: https://www.bankier.pl/inwestowanie/profile/quote.html?symbol=HUBSTYLE

Wartość spółki w ciągu dwóch kolejnych lat spadła pięciokrotnie. Firma warta na początku swojej giełdowej przygody 30 milionów złotych została ostatecznie sprzedana w zeszłym roku do SARE SA za 1,8 miliona złotych. Co prawda kara od wyszukiwarki nie była jedynym powodem takiego obrotu spraw, ale odznaczyła ona ogromne piętno na dalszej działalności serwisu.

Pełny opis historii upadku Nokaut.pl można przeczytać tutaj: https://www.silesiasem.pl/nokaut-anatomia-upadku-w-liczbach-linkow

Expedia

To jeden z największych serwisów na świecie związanych z podróżami. Expedia w styczniu 2014 roku również dostała karę od Google, czego efektem był drastyczny spadek widoczności i ruchu z wyszukiwarki – serwis utracił około 700 000 wizyt dziennie, a więc 21 milionów wizyt miesięcznie! W wyniku tego zdarzenia akcje Expedii straciły ponad 4,5% swojej wartości.

Kapitalizacja spółki wynosiła wówczas 4,5 miliarda dolarów, a więc z dnia na dzień spółka straciła na wartości ponad 200 milionów dolarów. Expedii co prawda udało się przetrwać ten kryzys (miała też inne źródła ruchu), ostatecznie odzyskała widoczność w Google i znów pnie się w górę.

Przykłady można mnożyć, natomiast już na tych trzech wybranych dokładnie widać, w jaki sposób Google może swoimi zmianami wpłynąć na wartość biznesu, a nawet na jego całkowity bieg.

Market size – Case Study

Ponieważ potrafimy już ocenić wagę analizy biznesu w zakresie SEO, pora przejść do case study. Pierwszym ćwiczeniem, które przeprowadzimy, jest sprawdzenie jak duży jest rynek w kontekście produktu oferowanego przez dany biznes. W tym celu wykorzystamy frazy kluczowe i ich potencjał wyszukiwań, który mówi nam, ile razy dane słowo kluczowe wpisywane jest do wyszukiwarki w ciągu miesiąca.

Do przykładu wykorzystamy firmę z sektora B2B, która chce sprzedawać system CRM. W tym celu używam Bazy słów kluczowych w Senuto. Baza nie tylko sprawdzi liczbę wyszukiwań dla zadanych przeze mnie fraz, ale podpowie również dodatkowe słowa kluczowe, wyszukiwane przez użytkowników w tym zakresie tematycznym.

Źródło: https://new.senuto.com/keywords-explorer

Wprowadzam podstawowe frazy kluczowe związane z tego typu oprogramowaniem – ­ wybrałem tu Polskę (rynek polski), ale na potrzeby swojego badania mógłbym wybrać również inny dowolny rynek.

Przy wynikach, które uzyskałem, moją uwagę zwracają dwie rzeczy:

  1. Średnia miesięczna liczba wyszukiwań – jest to informacja, ile średnio miesięcznie użytkownicy dokonują zapytań dla danego słowa kluczowego. W tym przypadku wiemy, że o frazę „CRM” użytkownicy pytają 27 100 razy. Całkiem sporo jak na oprogramowanie.
  2. CPC – to pierwsza metryka, która pomaga sprawdzić konkurencyjność danego rynku. Metryka ta określa, ile musiałbym mniej więcej zapłacić za kliknięcie w daną frazę kluczową w Google Ads. 15,59 zł oznacza, że jeśli chciałbym kupić wejścia na stronę 100 użytkowników, musiałbym zapłacić około 1 559 złotych.

Jeśli przyjmiemy, że 5% użytkowników konwertuje na trial, a za każdego triala zapłacę 311,8 zł, i jeżeli przyjmiemy, że konwersja z triala na użytkownika płatnego wynosi 4%, to za każdego płacącego użytkownika będę musiał zapłacić 311,8*20, czyli 6 220 zł. Jeśli znam LTV takiego produktu, to łatwo policzyć, czy inwestycja w taki kanał ma szanse się zwrócić. Łatwo dojść do wniosku, że 15 zł w tym przypadku to dość dużo (biorąc pod uwagę, że Polska będzie jednym z tańszych rynków).

Prześledźmy sobie tę samą frazę na rynku USA:

Za każde kliknięcie przyjdzie nam zapłacić 139 zł. Biorąc te same wyliczenia, co w przypadku Polski, wyjdzie na to, że za każdego płacącego użytkownika w kanale Ads musielibyśmy zapłacić 55 600 zł! Oczywiście są to bardzo uproszczone rachunki, ale nie będą one znacznie odbiegały od rzeczywistości, więc mogą być dobrym punktem odniesienia.

Łącznie uzyskałem w ten sposób 772 propozycje fraz, które w sumie mają 57 300 wyszukiwań miesięcznie – jest to całkowity popyt na tego typu produkt na rynku polskim poprzez kanał wyszukiwarki. Jeśli zatem przyjmiemy, że uda nam się zdobyć 10% z tych wyszukiwań (bardzo dobry wynik) to:

  • uzyskamy z tego kanału 5 730 wizyt miesięcznie, co daje 136 250 wizyt w skali 24 miesięcy
  • przy konwersji na trial na poziomie 5% będzie to 286 nowych triali miesięcznie, co daje 6 848 triali w skali 24 miesięcy
  • przyjmując, że konwersja na płatne konto to 4%, będziemy mieć 11 nowych klientów miesięcznie i 265 nowych klientów w skali 24 miesięcy

Są to wartości, które zakładają bardzo dużą sprawność w pozyskiwaniu ruchu z tego kanału, co patrząc przez pryzmat konkurencji (bardzo wysokie CPC) będzie niezwykle trudne.

Podaż produktu

Niezależnie od tego, jak duży jest popyt na dany produkt, należy też odpowiedzieć sobie na inne pytanie – jak wysoka jest podaż?

W zasadzie w każdej branży znajdziemy różnego rodzaju opracowania dotyczące wielkości rynku i liczby podmiotów na nim funkcjonujących, jednak niekiedy dostęp do nich jest utrudniony. I tu z pomocą również przychodzi Google. W tym przypadku zalecałbym jednak wykorzystanie tej metody tylko na pierwszym etapie weryfikacji, natomiast w dalszym polecałbym odnieść się do profesjonalnych analiz rynku opartych na danych finansowych.

Podaż produktu możemy określić poprzez liczbę dokumentów zaindeksowanych w wyszukiwarce dla danej frazy. Weźmy tu za przykład frazę „program księgowy”. Po wpisaniu do wyszukiwarki tego hasła zobaczymy, że w polskiej wersji Google (Google.pl) mamy ponad 20 milionów dokumentów w indeksie wyszukiwarki, które zostały sklasyfikowane tą frazą.

Fraza ta ma średnio 1000 wyszukiwań miesięcznie co oznacza, że na każde pojedyncze zapytanie przypada 203 tysiące wyników Google (wartość abstrakcyjna tylko dla celów porównania). Teraz zestawmy to np. z zapytaniem ‘automatyzacja marketingu’, która ma 140 wyszukiwań i 456 000 wyników. W tym przypadku na każde zapytanie przypada 32 tysiące wyników.

Informuje to nas o kilku rzeczach:

  • istnieje bardzo duża podaż dla programów księgowych – zapewne rynek jest dość nasycony tego typu rozwiązaniami.
  • wysoka podaż w zestawieniu z dość niskim popytem i dość wysokim CPC powoduje, że produkt będzie musiał osiągnąć niebywale dużą zdolność w marketingu, konwertowaniu użytkowników, a na dodatek mieć wysoki LTV, żeby osiągnąć sukces rynkowy.

Czy biznes urośnie?

Inwestycja VC to średnio 8-10 lat. Sama ocena stanu obecnego w tym kontekście niewiele znaczy. Musimy umieć patrzyć w przyszłość i być w stanie ocenić sensowność inwestycji z perspektywy czasu. Do dyspozycji mamy tu kilka narzędzi, które możemy wykorzystać do takiej analizy:

Google Trends

Jest to narzędzie, które służy do badania trendów. Możemy za jego pomocą określić czy zainteresowanie danym produktem lub usługą w ujęciu czasowym rośnie czy spada. Za przykład weźmiemy nasze „programy księgowe”.

Źródło: https://trends.google.pl/trends/explore?date=today%205-y&geo=PL&q=program%20ksi%C4%99gowy

To co tu widzimy to informacja, że od 2014 roku zainteresowanie tą kategorią produktów nie rośnie, a wręcz spada. Nie ma więc co oczekiwać, że nagle wszyscy będą potrzebowali programu księgowego. Wystarczy to zestawić np. z frazą „blockchain”, aby zobaczyć jak duża różnica w dynamice wzrostu dzieli te dwa tematy.

Oczywiście nie dyskwalifikuje to w żaden sposób biznesu, ale podsuwa nam kilka istotnych wniosków:

  • nie ma przyrostu nowych klientów na rynku – ich liczba jest raczej stała, w związku z czym o klientów trzeba będzie walczyć, zabierając ich istniejącym już podmiotom.
  • punkt pierwszy skutkuje zazwyczaj większymi potrzebnymi nakładami na marketing aniżeli na rynku rosnącym, gdzie następuje dopływ nowych klientów na rynek.

Senuto

Weryfikacja polegająca na przyrównaniu biznesu do lidera branżowego również poniekąd daje odpowiedź na pytanie, jak duży wzrost w kontekście ruchu z wyników wyszukiwania jest jeszcze w stanie osiągnąć dany biznes. By to zweryfikować, znów możemy posłużyć się Senuto. Tym razem skorzystamy z modułu „Analiza widoczności”.

Załóżmy, że chciałbym zainwestować w serwis Allani.pl, który jest marketplace’m z branży modowej. Nie jest on liderem branżowym, ale porównanie do lidera da mi pojęcie o tym, jak dużo ruchu w tym segmencie można osiągnąć.

Źródło: https://new.senuto.com/visibility-analysis/ranking?domain=&match_mode=main_domain&categories_ranking=290

W tym celu użyłem narzędzia „Ranking”, które kategoryzuje domeny w 403 kategorie tematyczne i liczy dla nich przewidywane wartości ruchu z wyszukiwarki. Na bazie parametru Widoczność mogę określić różnice w estymowanym ruchu miesięcznym, jakie dzielą te serwisy. Daje mi to po pierwsze informację, jak – jeśli chodzi o miejsce w swojej branży – plasuje się moja potencjalna inwestycja, a dodatkowo odnosząc się do lidera branżowego wiem, jak duży jest dany rynek.

Sezonowość biznesu

Istotne w prowadzeniu biznesu, nie tylko w internecie, jest poznanie jego sezonowości. Jeśli chcę ocenić model finansowy, muszę wiedzieć czy produkt, który oferuję, podlega jakiejś sezonowości. W większości przypadków jest to oczywiste, jednak istnieją również takie, w których sytuacja jest bardziej skomplikowana.

Analizując serwis Allani.pl załóżmy, że jest on widoczny w wyszukiwarce tylko na frazy związane z sukienkami letnimi. Można się zatem spodziewać, że jeśli nie zmieni on swojej widoczności, to ruch generować będzie głównie latem, a nie przez cały rok, co zupełnie zmienia nasze podejście do oceny modelu tego biznesu.

Jeśli więc znam frazy, na które w wyszukiwarce widoczny jest dany serwis, to mogę określić jego sezonowość, czyli liczbę wyszukiwań fraz w poszczególnych miesiącach roku.

Źródło: https://new.senuto.com/visibility-analysis?domain=allani.pl&fetch_mode=subdomain

Obecna widoczność Allani.pl w TOP10 wynosi 156 783 frazy. To oznacza, że wpisując tyle unikalnych fraz kluczowych znajdziemy Allani.pl w wyszukiwarce na miejscach 1-10. Na bazie tych fraz budowana jest sezonowość serwisu, którą widać powyżej. Łatwo stąd wyciągnąć kilka wniosków:

  • serwis może się spodziewać większego ruchu w marcu (kolekcja wiosenna) oraz w październiku (kolekcja jesienna).
  • przed sezonem letnim serwis odnotowuje lekki skok (w maju), co oznacza zainteresowanie kolekcją letnią, ale może również sugerować, że nie ma tego segmentu obsadzonego tak dobrze jak wiosny i jesieni.

Zaznaczone 13,9 miliona na zrzucie ekranu mówi nam o tym, że wszystkie frazy, na które obecnie widoczne jest Allani.pl (157 783), mają w sumie tyle 13,9 mln wyszukiwań w kwietniu. W tym przypadku odchylenia wahają się od 8 do 14 milionów, co sugeruje, że serwis może mieć połowę mniejszy ruch w niektórych miesiącach w stosunku do miesięcy najlepszych. Na pewno odbija się to istotnie na jego ruchu i przychodach.

Weźmy inny, bardziej skrajny przypadek. Serwis Extradom.pl zajmuje się sprzedażą gotowych projektów domów.

Na pierwszy rzut oka widać, że w przypadku tego biznesu liczy się pierwsze kilka miesięcy. Zazwyczaj ktoś, kto decyduje się zbudować dom, musi kupić projekt już na początku roku (jak wynika z danych najpóźniej do maja), a więc kolejne miesiące są bardziej chude, co jest naturalną koleją rzeczy. Wiedza o tym pozwala odnieść się w lepszy sposób do modelu. Jeśli nie jesteśmy specjalistami w jakiejś branży (jak w projektach domu), to możemy posiłkować się tymi danymi w weryfikacji poprawności założeń co do modelu wzrostu.

Badanie otoczenia

Choć raczej każdy potrafi dobrze wyznaczyć swoją najbliższą konkurencję, to nie odnosi się to do wyszukiwarek. W wyszukiwarce konkurentem jest ten, kto sąsiaduje z moją domeną w wynikach wyszukiwania. Jak pokazuje praktyka, nie zawsze jest to realna konkurencja biznesowa. Weryfikacja w tym miejscu pozwoli określić, czy o użytkownika rywalizujemy z kimś więcej niż podpowiada nam rozum.

W tym celu również odniosę się do narzędzi Senuto i sprawdzę, jakie domeny konkurują z domeną Extradom.pl.

Źródło: https://new.senuto.com/visibility-analysis?domain=extradom.pl&fetch_mode=subdomain

Ten zrzut ekranu pokazuje od lewej uszeregowaną konkurencję, z którą domena Extradom.pl najczęściej współwystępuje w wynikach wyszukiwania. Innymi słowy są to domeny, z którymi Extradom.pl najczęściej walczy o użytkowników. W tym przypadku konkurencja biznesowa zdaje się pokrywać z konkurencją w wyszukiwarce, ale spójrzmy na inny przykład.

Analizie poddajmy domenę Salesmanago.pl, która jest jednym z liderów rynku marketing automation.

Tu widać, że wśród konkurencji pojawiają się nieoczywiste strony takie jak Smsapi.pl, które konkuruje z Salesmanago.pl tylko w jednym z obszarów.

Czerwone lampki

Jeśli uznaliśmy już, że SEO z punktu widzenia naszej potencjalnej inwestycji jest istotne, a utrata ruchu z wyszukiwarki mogłaby pokrzyżować plany rozwojowe, to warto przejrzeć taki serwis w ramach analizy red flag. Tu ryzyko widać jak na dłoni.

Drastyczne zmiany w widoczności w przeszłości

Warto sprawdzić czy domena nie notowała znacznych spadków/wzrostów w kontekście widoczności w wynikach wyszukiwania. W tym celu skorzystam z Analizy Widoczności w Senuto, która zbiera dane historycznie od 2015 roku.

Sprawdźmy dla przykładu domenę Fru.pl:

Od razu widać, że domena na początku 2016 roku zaliczyła drastyczny spadek. W tym przypadku było to spowodowane błędną migracją serwisu na nową wersję. Warto jednak wiedzieć, jak taka spółka chce się zabezpieczyć przed podobnymi sytuacjami na przyszłość.

W tym przypadku łatwo było usunąć przyczynę, a więc widoczność wróciła szybko do normy. Niekiedy jednak taki spadek spowodowany jest nałożeniem przez wyszukiwarkę kary na serwis. Jeśli taka sytuacja miała miejsce w przeszłości, to warto się jej przyjrzeć – to może się powtórzyć.

Drastyczne przyrosty odnośników

Jednym z najważniejszych czynników algorytmicznych wyszukiwarki są odnośniki prowadzące do witryny. Innymi słowy im więcej linków prowadzi do Twojej domeny, tym wyższe pozycje powinieneś osiągać. Jest to oczywiście duże uproszczenie – najbardziej istotny jest tu sposób, w jaki te odnośniki są pozyskiwane. Jest kilka elementów, które w tym przypadku powinny zapalić czerwoną lampkę:

  • zbyt duży przyrost linków w krótkim czasie – taki przyrost wygląda bardzo nienaturalnie z punktu widzenia wyszukiwarki i może spowodować nałożenie kary.
  • odnośniki ze źródeł o słabej jakości – niekiedy specjaliści SEO idąc na skróty pozyskują odnośniki z miejsc, które mają lekko mówiąc złą reputacje w wyszukiwarce – ryzyko jest podobne jak w punkcie wyżej.
  • zły profil linków z punktu widzenia anchor tekstów – nie wchodząc w szczegóły, istotne jest, aby profil linków jak najbardziej przypominał przypadkowy profil. Taki, który stworzyliby użytkownicy, którzy dodają linki do witryny sami. Jeśli w znacznikach anchor w języku HTML linków stosujemy nagminnie frazy kluczowe, które nas interesują, również narażamy się na karę.

Do tego badania użyć możemy narzędzia Ahrefs.com. Ponownie przeanalizujmy domenę Extradom.pl.

Przyrost domen, z których domena pozyskiwała odnośniki, wygląda dość naturalnie – od 2014 roku mamy tu powolny wzrost. Natomiast na początku roku straciła ona dużo linkujących stron, co świadczy o tym, że straciła linki z domen, z których link do domeny prowadził z wielu jej podstron. Najpewniej nie jest to przyczyna do niepokoju, ale warto się temu przyjrzeć.

Jeśli chodzi o użyte anchor teksty, sytuacja wygląda tak:

Wygląda to dość naturalnie, Google nie powinien mieć podejrzeń.

Narzędzie pozwala nam jeszcze dokładnie zajrzeć w linki i pokazać wszystkie odnośniki. Warto je przejrzeć i zobaczyć, jakie źródła najczęściej mają.

Zagrożenia branży SEO

Przed SEO, jak przed każdą branżą, stoją różne zagrożenia. Omówmy je sobie zarówno z punktu widzenia pojedynczego przypadku, jak i całej branży.

1. Łaska Google na pstrym koniu jeździ, co dobitnie pokazuje przykład serwisu Nokaut.pl. Tak więc dość niebezpieczne jest opieranie całego swojego biznesu na ruchu z wyników organicznych. Jeśli jednak jakiś biznes w większości opiera się na tego rodzaju ruchu, to warto głęboko zajrzeć w przyjętą strategię SEO.

2. Google nie raz pokazał, że jest łakomy. I tak powstały:

  • Google Flights – obecna na rynku już od 2011 roku wyszukiwarka lotów, która ułatwia planowanie podróży oraz zakup biletów lotniczych na rejsy oferowane przez ponad 300 linii lotniczych oraz touroperatorów. Jest to bezpośredni konkurent takich firm jak Expedia, Kayak, Fly4Free czy Skyscanner.
  • Google Shopping – porównywarka produktów e-commerce lub po prosty płatny katalog produktów, w którym prezentowane są towary odpowiadające frazom wpisywanym przez użytkowników w okno wyszukiwarki. Jest to potencjalny konkurent innych porównywarek internetowych, takich jak np. Ceneo.pl.
  • Google Trips – to cyfrowy przewodnik turystyczny, który dodatkowo działa także online. To miejsce, w którym można zapisać rezerwacje lotów czy hoteli, listę miejsc do odwiedzenia, a nawet sporządzić plan wycieczki.

To rozwiązania, które mają wyprzeć biznesy stand alone, takie jak wyszukiwarki lotów. W momencie, kiedy Google wchodzi ze swoim produktem, stosunkowo łatwo wypchnąć mu z wyników wyszukiwania rywali, których do tej pory karmił.

3. Google nie lubi się dzielić

Wyszukiwarka nie ma większego interesu w tym, żeby odsyłać użytkowników do zewnętrznych serwisów internetowych. Jej celem jest udzielenie jak najszybszej odpowiedzi. Zwłaszcza w świecie zmieniających się interfejsów. Z tego powodu po wpisaniu niektórych fraz, które kiedyś generowały spory ruch, możemy zobaczyć np. taki wynik:

Tu użytkownik nie ma już istotnej potrzeby wychodzenia poza Google. Uderzy to przede wszystkim w serwisy, które mają łatwą do skatalogowania wiedzę – przede wszystkim różnego rodzaju bazy danych. Ostatnio często powtarzam, że „jeśli nie rośniesz, to spadasz” i w kontekście tego typu zmian wydaje się to bardzo rzeczywiste.

W tym miejscu warto jednak powiedzieć, że SEO już nie raz przeżyło swoją śmierć i w perspektywie inwestycyjnej najbliższych paru lat nie ma się czym martwić. Biznesy dobrze zaprojektowane i dobrze prowadzone będą mogły jeszcze przez dobrych kilka lat polegać na źródle ruchu, którym są organiczne wyniki wyszkukiwania.

Specjalista SEO w procesie due

Powyższy poradnik powinien pozwolić samodzielnie przeprowadzić podstawową analizę, która da odpowiedź na fundamentalne pytanie, czy angażować się dalej w proces inwestycyjny. Jeśli zdecydujemy, że tak, to na dalszym etapie warto skorzystać ze wsparcia specjalisty SEO, który:

  • przeprowadzi porządny audyt SEO serwisu
  • zbada strategię SEO biznesu, o którą warto poprosić
  • zbada dokładnie rynek

Kilka tysięcy złotych wydane na tym etapie na pewno może uchronić przed wieloma nietrafionymi decyzjami inwestycyjnymi.

Podsumowanie

Choć przybliżyłem kilka sposobów na to, jak zweryfikować biznes przed inwestycją, to jest ich znacznie więcej. Dlatego też warto głębiej przeanalizować to zagadnienie i przykładać do niego większą wagę. Niekiedy specjaliści SEO umieszczani są w strukturze organizacji bardzo nisko, nawet jeśli 80% danego biznesu oparta jest na ruchu z wyszukiwarki.

Management często nie zdaje sobie sprawy z roli tego zagadnienia. Mam więc nadzieję, że mój wpis pomoże wszystkim bardziej docenić jego wagę i pokaże, że często jest to jeden z najistotniejszych czynników budujących wartość całego biznesu.

Zainteresuje Cię również…

Podziel się wiedzą!

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest